środa, 27 lutego 2013

Imagin o Louis'ie


Wyświetleń prawie 100, a komentarzy 0! Ktoś z was to czyta? A może się nie nadaję? Na razie nie znam waszej opinii, więc dodaję...;*

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

                                                                           
                                                                       Drogi Louis'ie

                    U mnie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jeśli u dwudziestoletniej dziewczyny śmiertelna choroba jest w porządku.
                   Od kilku tygodni leżę w szpitalu. Nie mam na nic siły, ani ochoty. Ale dzięki moim przyjaciołom i rodzicom walczę do końca. Walczę, choć wiem, że już przegrałam. Wiem, że dla mnie nie ma ratunku. Lekarze nie potrafią mi pomóc. Codziennie dostaję porcję ohydnych leków, które pozwolą mi jeszcze przez jakiś czas oddychać. Z rakiem nie ma zabawy. Przekonałam się o tym na własnej skórze i nikomu tego nie polecam. Teraz, gdy często zostaję sama mam dużo czasu na bicie się z własnymi myślami i na wspomnienia. Te nawiedzają mnie coraz częściej. Te radosne, ale i te smutne. Wyjątkowo często pojawiają się te z Tobą w roli głównej. Ich jest najwięcej, ale cieszę się z tego powodu. Nie mogę pozbyć się tej podłej myśli, że straciłam wszystkie włosy, które niegdyś obracałeś w palcach. Których zapach, jak twierdziłeś, przywoływałeś co wieczór. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to niemożliwe, ale w głębi serca mam nadzieję, że wciąż go czujesz. Czasem kiedy późno w nocy nie mogę zasnąć wyobrażam sobie, że ty też nie śpisz. Wydaje mi się, że również wyglądasz przez okno i tak jak ja patrzysz na tą samą, najjaśniejszą gwiazdę na niebie i gdzieś w oddali widzisz te chwile spędzone ze mną. Mam wrażenie, że słyszę twój przyjemny głos, który był niczym muzyka dla moich uszu. Niektórzy wmawiają mi, że to przez chorobę, ale ja wiem, że moje męki już się kończą, a ja jestem w drodze do nieba. Moje własne niebo jest przy Tobie, więc słyszę Twoje wołanie. Pamiętam jeszcze jak przez mgłę, twój wzrok, którym doprowadzałeś mnie do drżenia. Twoje urocze, szaroniebieskie oczy i delikatne usta, które tak często muskały moje policzki i wargi. Twoje ciepłe dłonie, które zawsze wieczorem błądziły po moich plecach. Ale najbardziej brakuje mi Twojego śmiechu. Tego przez który sama się uśmiechałam, choć po mojej twarzy płynęły słone łzy. Takie jak teraz, które spływają na kartkę papieru. Nie płaczę z powodu strachu...Nie...Płaczę z tęsknoty. Za Tobą. Za osobą, która była całym moim życiem i celem do którego dążyłam. Nie ma cię przy mnie...Ja nie mam swojego życia. Dlatego czas z nim skończyć. Sądzę, że to jest najlepsze wytłumaczenie mojej choroby, bo jak mówiłeś nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiedz, że jesteś osobą, której oddałam całe swoje serce i przy której ono zawsze zostanie. Niech cię strzeże i niech prowadzi. Chociaż pewnie ty tego nie potrzebujesz. Myślę, że jesteś szczęśliwy i wreszcie osiągnąłeś to co chciałeś. 
                    I może nie będzie mnie już wśród żywych, gdy dostaniesz ten list, ale chcę, żebyś wiedział, że zawsze miałam i wciąż mam nadzieję, że jakaś cząstka ciebie wciąż mnie pamięta. Swoją pierwszą, wielką miłość.                        
                                                                                                                               Na wieki Twoja [T.I]

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzisiaj taki jakiś smutny, co nie? Napisałam go dawno...Ogólnie lubię historię o takiej nieszczęśliwej miłości. Zawsze na nich płaczę, a ja sobie popłakać lubię! ^^ Do jutra!!!



                                                                           

1 komentarz: