wtorek, 19 marca 2013

Imagin o Louis'ie

Siemcia Pyszczki ;** Długo mnie tu nie było, wiem i przepraszam...Dzisiaj imagin o Lou. Był ostatnio, ale bardzo króciutki...Potraktujcie go jako taki bonus xD

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

-Ech...Tato! Wspominał ci już ktoś kiedyś jak bardzo nie lubię takich rodzinnych niespodzianek?- jęknęłam wsiadając do samochodu.
-Ta ci się spodoba!- zapewnił.
-Zawsze tak mówisz- burknęłam niezadowolona.
Tak...To prawda. Nie lubiłam, gdy wraz z rodzicami i moim młodszym bratem pakowaliśmy się do niedużego autka i jechaliśmy nie wiadomo gdzie. Przepraszam! Ja nie widziałam gdzie, bo reszta rodziny zazwyczaj była wtajemniczona. Po kilku godzinach męczącej jazdy wreszcie się zatrzymaliśmy. Jak się okazało dojechaliśmy nad jakieś jezioro. Rodzice wynajęli mały, drewniany domek. Pierwsze co zrobiłam to wskoczyłam pod prysznic, bo musiałam odświeżyć cię po tak długiej podróży w samym środku upalnego lata.
-Ubierz się ładnie- poradziła mi mama.- Dziś wieczorem wychodzimy.
-Już jest wieczór- poprawiłam ją.
Byłam zła ze względu na ten wyjazd i wyraźnie dawałam to do zrozumienia moim bliskim.
-Dobrze! Więc wychodzimy za dwie godziny- oznajmiła.
-Powinnam teraz siedzieć z [I.P]- burknęłam krzyżując ręce na piersi.
-Nie zawiedziesz się! Spodoba ci się na pewno- puściła mi oczko.
Wywróciłam oczami i zaczęłam szukać w swojej walizce ubrań na wieczór. Zdecydowałam się na zwiewną, granatową sukienkę z białym, bardzo cienkim paskiem w talii. Do tego wybrałam sandałki na płaskiej podeszwie i delikatną biżuterię. Chciałam zabrać swój nowy kapelusz, ale mama wybiła mi to z głowy mówiąc, że nie będzie mi potrzebny. No więc kilka minut po 20 opuściliśmy nasz przytulny domek i spacerkiem ruszyliśmy w nad brzeg jeziora. Moim oczom ukazała się niewielka scena rozstawiona na piasku, przed którą stało kilkadziesiąt młodych dziewczyn. Zdziwiona popatrzyłam na rodziców.
-Niespodzianka- pisnęła mama, ale ja nadal nic z tego nie rozumiałam.
Nagle podszedł do nas wysoki i dość szeroki mężczyzna.
-Państwo [T.N]?- zapytał niskim głosem.
Wszyscy pokiwaliśmy głowami.
-Wszystko już gotowe, zapraszam- wykonał zachęcający gest.
-[T.I]- tata położył mi rękę na ramieniu.- Ty pójdziesz z panem, a my na spacer, okey? Niedługo po ciebie wrócimy- zaśmiał się i poszli.
Jak kazał tak zrobiłam. Razem z obcym facetem podeszłam pod scenę. Podprowadził mnie do pierwszego rzędu i życząc miłej zabawy po prostu odszedł. Dekoracja sceny nie ukazywała nazwy artysty, który zaraz miał wystąpić. Fanki nie trzymały żadnych transparentów. Widocznie był to nieplanowany koncert. Stałam tam znudzona oglądając niedawno pomalowane paznokcie. Nagle krzyk dziewczyn stojących za mną przybrał na sile. Uniosłam głowę i zobaczyłam ich. Pięciu idealnych pod każdym względem chłopców. Liam, Zayn, Harry, Louis i Niall. One Direction! Rozpoczęli swój koncert.  Muszę przyznać, że od tamtej pory bawiłam się świetnie! Śpiewałam wraz z moimi idolami wszystkie ich piosenki, aż do momentu w którym przerwali. Chłopak z kręconymi włosami i słodkimi dołeczkami w policzkach zaczął mówić.
-Dzisiaj mamy wyjątkową okazję! Jedna z naszych fanek ma dzisiaj urodziny! Czy jest z nami [T.I] [T.N]?!- rozejrzał się dookoła, a moje serce zaczęło mocniej bić.
Mi się wydawało czy Harry Styles właśnie wypowiedział moje nazwisko?! Ale zaraz, zaraz...Przecież urodziny mam dopiero za tydzień...Ach ci rodzice! Nawet nie zauważyłam kiedy wokół mnie zrobiło się zupełnie cicho.
-To ja- powiedziałam i uniosłam rękę do góry tak jak robi się na lekcjach w szkole.
-O! Znalazła się nasza zguba!- usłyszałam swojego ulubieńca Louis'a.
Harry wyciągnął rękę w moją stronę. Scisnęłam ją.
-Chodź tu ślicznotko- powiedział i podciągnął mnie do góry.
Po chwili stałam na scenie obok swoich największych idoli. To uczucie było niesamowite! Miałam ochotę skakać z radości.
-Więc [T.I]- Irlandczyk objął mnie ramieniem.- Jaka jest twoja ulubiona piosenka z naszego repertuaru?- zapytał.
-"Moments"- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-A więc "Moments" specjalnie dla [T.I]!- oznajmił Louis.
Ktoś z pomocników podsunął wielkie, różowe krzesło przypominające tron. Niall Horan chwycił moją dłoń i poprowadził mnie do owego siedziska.
-Proszę księżniczko- ukazał rząd białych zębów.
Usiadłam i w tym momencie rozległy się pierwsze takty piosenki. Chłopcy śpiewali dla mnie. Nie dla innych fanek tylko specjalnie dla mnie. Wiem, że każda dziewczyna może się tak poczuć za odpowiednią sumę pieniędzy, ale dla mnie było to coś niezwykłego.
-Wszystkiego Najlepszego!- życzył mi Liam, gdy skończyli śpiewać.- Chodź się przytulić!
Objęłam jego i Niall'a. Następny w kolejce był Harry, w którego objęciach po prostu zemdlałam.
                                                                       
                                                                      ***

 -Budzi się- usłyszałam, gdy otworzyłam oczy.
-Gdzie ja jestem?- spytałam rozglądając się dookołą.
-Za kulisami...Zemdlałaś nam na scenie! Wiesz jak nas nastraszyłaś dziewczyno?- mówił żartobliwym tonem chłopak w koszulce w paski.
-Ciekawe dlaczego...- zamyśliłam się.
-Może za dużo wrażeń?- zasugerował Zayn.- Wiesz...Wreszcie nas spotkałaś...Jesteśmy sławni...
-Widziałam was na żywo już kilka razy- upomniałam.
-Serio?- zdziwił się Harry.
-Serio. Byłam raz na waszym koncercie...Kiedyś na jakimś wywiadzie, a raz spotkałam was na ulicy- uśmiechnęłam się.
-Serio?- zapytał Louis tak jak wcześniej Harry.
-Tak...Mam zdjęcia. Chcesz zobaczyć?- powiedziałam.
Chłopak w odpowiedzi tylko pokiwał głową. Sięgnęłam do torebeczki i wyciągnęłam z niej komórkę. Znalazłam zdjęcie, które zrobiłam z Louis'em trzy lata temu. Gdy tylko je zobaczył jego oczy zrobiły sie dwa razy większe. Spoglądał to na mnie to na telefon.
-[T.I]?- jęknął nagle.
-Tak?
-To...To naprawdę ty?- spytał.
-Ta...Trochę się zmieniłam, ale żeby, aż tak?- zachichotałam.
Louis podniósł się z kanapy i objął mnie w talii przyciągając bliżej siebie.
-Co ty robisz?- poczułam się niezręcznie, chociaż zawsze wydawało mi się, że o tym marzyłam.
-Wtedy...Trzy lata temu...Kiedy się spotkaliśmy ja...Zakochałem się i obiecałem sobie, że kiedyś cię znajdę...I znalazłem...- przejechał dłonią po moim policzku.- Kocham cię [T.I]- nachylił się i delikatnie mnie pocałował.
Rozległy się śmiech i oklaski reszty chłopców. Odkleiłam się od niego. Spojrzeliśmy sobie w oczy i oboje uśmiechnęliśmy się, by potem znów złączyć się w słodkim pocałunku tyle, że o wiele bardziej namiętnym.
-A nie mówiłam, że ci się spodoba?- znałam ten głos.
Niechętnie oderwałam swoje wargi od gorących ust Louis'a i spojrzałam w tamtą stronę. W progu stali moi rodzice i mój brat.
-Mówiłaś, mówiłaś- przyznałam jej rację.
Z uśmiechem na rumianej twarzy wtuliłam się w tors mojego chłopaka. Po chwili poczułam jak całuje mnie w sam środek głowy. Przymknęłam oczy, by móc cieszyć się sowim szczęściem, które nosiło nazwę Louis Tomlinson.

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
I jest! Wreszcie, nareszcie! xD Dla takiej Anki, co by już za mną nie łaziła: "Wstaw coś! Wstaw coś!" Maaaaszzzzz ;***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz