Imaginy o One Direction
sobota, 30 marca 2013
Imagin o Niall'u
Hey Kochani!!! :*** Dzisiaj przybywam z Horankiem :)
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Zimny wiatr targał moje długie, czarne włosy, a silny mróz nieprzyjemnie szczypał mnie w nos i policzki. Zmarznięte dłonie ukryłam w ciepłym płaszczyku. Jak zwykle wychodząc z domu zapomniałam rękawiczek. Lubiłam samotne spacery, ale szybko się przekonałam, że wyjście dzisiaj to zły pomysł. Po kilkunastu minutach stwierdziłam, że wstąpię do jakiejś kawiarni na kawę. Tak też zrobiłam i chwilę później siedziałam przy małym, okrągłym stoliku. Kelnerka podała mi wcześniej zamówiony napój. Moje myśli skupiły się na prezencie mikołajkowym jaki otrzymałam dziś rano. Była to śliczna, srebrna bransoletka składająca się z niedużych serduszek. Nie miałam pojęcia od kogo ją dostałam. Przyszła pocztą. Żadnego listu, ani nawet krótkiego powiadomienia. Nic...Zupełnie nic...
-[T.I]?!- usłyszałam swoje imię.
Odwróciłam się, by sprawdzić kto je wypowiedział. W progu stał przystojny blondyn o hipnotyzujących, błękitnych oczach.
-[T.I]?- powtórzył ciszej i zrobił kilka kroków w moją stronę.
Teraz byłam pewna, że chodzi mu o mnie. Wstałam i niepewnie podeszłam do chłopaka.
-Niall?- powiedziałam cicho.
On tylko pokiwał głową. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Niall!- pisnęłam i zarzuciłam mu ręce na szyją.
Objął mnie w talii i lekko uniósł do góry.
-Matko Niall- powiedziałam zszokowana, gdy tylko mnie puścił.- Co ty tu robisz?- zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu.
-Nareszcie mamy trochę wolnego czasu, więc postanowiłem odwiedzić rodzinne miasto- na jego ustach zagościł jeszcze większy uśmiech niż poprzednio.
-Wiesz ile ja cię nie widziałam?- pokręciłam głową z niedowierzaniem.
-Ponad rok...-zasmucił się.
-Usiądźmy. Mam ci tyle do powiedzenia!- pociągnęłam go za sobą.
Usiedliśmy na przeciwko siebie. Niall również zamówił kawę i zaczęliśmy rozmawiać co chwilę się śmiejąc. Miło wreszcie było spotkać starego przyjaciela, który teraz jest wielką gwiazdą. Głównym tematem byli moi koledzy z którymi Niall stracił kontakt i jego kariera.
-Wiesz...Nic się nie zmieniłeś- oznajmiłam.- Jesteś tam samo głupi jak przed wyjazdem!- zaśmiałam się.
Chłopak odpowiedział mi tym samym. Teraz wiedziałam, że to na pewno mój stary Horan. Cieszyłam się, że zachowywał się jak normalny nastolatek, a nie jakaś sławna, napuszona, osobistość. Znów miałam swojego przyjaciela.
-Oh! Jakie to ładne!- zachwycił się nagle i chwycił moją rękę.
-Ah to! Dostałam ją od kogoś..- wzruszyłam ramionami.- Bardzo mi się podoba.
-Cieszę się, że doszła na czas- zauważyłam błysk w jego oku.
-Co chcesz przez to powiedzieć?! Zaraz, czy to znaczy, że jest od ciebie?
-Tak!- odparł z satysfakcją w głosie.
-Jejku! Niall dziękuję!- przytuliłam go prawie kładąc się na stole.
-Wciąż lubisz serduszka?
-Tak, to się nie zmieniło- w odpowiedzi usłyszał mój śmiech.
-I jak? Ciągle czekasz na tego księcia z bajki?- spytał.
Ja i Niall znaliśmy się od dziecka, a moim marzeniem zawsze było spotkanie księcia jak w bajce o Kopciuszku lub Królewnie Śnieżce. Niedawno jednak porzuciłam te marzenia.
-Nie..Po rozstaniu z Matt'em sądzę, że książę z bajki nie istnieje- mruknęłam, a Niall'a jakby wbiło w krzesło.
-Nie jesteś z Matt'em?- głos mu zadrżał.
Pokiwałam przecząco głową.
-Zerwaliśmy jakieś trzy miesiące temu. Właściwie...Ja z nim zerwałam- westchnęłam.
-[T.I] przepraszam, że pytam, ale...Dlaczego?
-Wciąż, nie mogę uwierzyć, że mnie zdradził- głos mi się załamał.
Matt był moim pierwszym poważnym partnerem. Oczywiście, były jakieś miłostki, ale z Matt'em chodziłam prawie rok. Wciąż bolało mnie to, że zdradził mnie z najbardziej puszczalską laską w szkole. Ale czego mogłam się po nim spodziewać? Kiedyś każdy facet poleci na jej wielkie cycki! To nie było tak, że od razu do niej poszedł. Nie! Przepraszał mnie, mówił, że kocha, ale ja już nie potrafiłam mu drugi raz zaufać.
-Szkoda, że cię wtedy nie było- przyznałam cicho.
-Jak to?
-Nie miałam nawet z kim porozmawiać. Nie kontaktowałeś się ze mną. To bolało- wyrzuciłam z siebie wszystkie żale do Niall'a.
Odpowiedziała mi cisza.
-Nie dzwoniłem bo...Ja wtedy byłem w tobie bardzo zakochany...Bolało mnie to, że byłaś z Matt'em, a mnie traktowałaś jak przyjaciela. Nie dostrzegałaś jak bardzo się starałem. Mnie nigdy nie cmoknęłam nawet w policzek, więc jak mogłem patrzeć jak wy się całujecie i dotykacie? Widziałem jak płakałaś na lotnisku, gdy wyjeżdżałem, ale wiedziałem, że za nim płakałabyś bardziej- mówił.
Niall mnie kochał? Niall mnie kochał...A ja tego nie widziałam. Byłam zaślepiona miłością do tego dupka i tym sposobem straciłam przyajciela.
-Kochałeś mnie?- spytałam na głos jakbym chciała się upewnić, chociaż wiedziałam, że mówi prawdę.
-Tak...Ale na szczęście już mi przeszło- uśmiechnął się, lecz mi nie było wesoło.
-Na szczęście- wydukałam.
***
Jak się okazało Niall odwiedził Irlandię tylko na kilka dni, które spędziliśmy razem. I znów było tak jak dawniej. Tylko ja i on. Para nierozłącznych przyjaciół. Zawsze i wszędzie razem. Rozmawialiśmy o wszystkim co przyszło nam na myśl. Do późnego wieczora siedzieliśmy w moim lub jego pokoju. Raz nawet u niego zasnęłam. Wtedy ułożył mnie w swoim łóżku, a sam poszedł na kanapę. Jak zawsze. Odwiedzaliśmy miejsca do których zawsze chodziliśmy wspólnie. Znów byliśmy my. Nie zwykła [T.I] i boski Niall, tylko my. Dwie różne osoby tworzące doskonały duet. Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. I to też tak jak kiedyś musiało się skończyć. Idealny duet musiał rozpaść się na dwie różne lecz pasujące do siebie części. Bo jak wiadomo...Historia lubi się powtarzać. Nadszedł dzień w którym Niall pożegnał się z rodziną i odwiozłam go na lotnisko. Stał jeszcze z walizką, gdy musieliśmy się pożegnać. No tak...Gwiazda. Na szczęście fanki nie zostały wpuszczone do środka. Ale jedna jakoś się tam przedostała. A tą jedną fanką byłam ja. Nie szalałam jednak za członkiem One Direction, który cudownie śpiewał na scenie. Ja kochałam zwykłego Niall'a Horan'a. Uroczego blondynka, który co wieczór nucił mi cicho do ucha kołysanki.
-Będę za tobą tęsknił [T.I]- w jego głosie wyczułam ból i smutek.
Nie wytrzymałam. Łzy wbrew mojej woli spłynęły po moich policzkach. Wtuliłam się w ciepłą bluzę Niall'a. Chłopak objął mnie mocno i głaskał po plecach. Usłyszałam cichy szloch. Płakał...Rok temu nie uronił, ani jednej łzy, a teraz zachowywał się jak ja.
-Teraz wiesz, że za nikim nie będę płakać bardziej...- zajrzałam głęboko w jego święcące się od łez oczy.
-Och [T.I]- przycisnął mnie do siebie.
Staliśmy na środku przytuleni płacząc jak małe dzieci.
-Panie Horan- usłyszeliśmy.
Oboje podnieśliśmy głowy. Obok stał mężczyzna w czarnym garniturze.
-Musimy już iść- powiadomił nas.
Niall smutno pokiwał głową.
-Muszę iść [T.I]. Tym razem zadzwonię- zapewnił.
-Do zobaczenia- pożegnałam go i zrobiłam krok w tył.
Niall chwycił walizkę, odwrócił się i ruszył w moją stronę. A ja patrzyłam jak niechętnie stawia kolejne kroki. Nagle zatrzymał się.
-Nie mogę tak!- krzyknął, a ja myślałam, że cały budynek się zaraz zawali.
Blondyn zostawił torbę na środku i podbiegł do mnie. Złapał moje dłonie i ponownie zalał się łzami.
-Kłamałem [T.I]! Kłamałem!- mówił przez łzy, a ja zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Uspokój się...- tłumaczyłam.
Posłuchał mnie i wziął głęboki oddech.
-Wcale mi nie przeszło [T.I]! Wcale! Ja wciąż cię kocham.
Moje serce zbiło mocniej. Myślałam, że za chwilę wyskoczy mi z piersi. Chciałam to wszystko poukładać w swojej głowie, ale nie zdążyłam. Niall nie czekając na moją reakcję łapczywie wpił się w moje usta. Odwzajemniłam pocałunek jednak po chwili odepchnęłam go od siebie. Zaskoczony patrzył na mnie.
-Niall...Kocham cię, ale...Taki związek nie ma sensu- mówiłam z ogromnym trudem.
Wiem jakie to dla niego krzywdzące, ale i mnie nie było łatwo.
-Wiesz, że nie wytrzymam bez ciebie tyle czasu...Zwłaszcza teraz- ciągnęłam dalej.
-Zostanę przy tobie!- jego słowa wprawiły mnie w osłupienie.
-Jak to zostajesz?!
-Rzucę zespół i będę z tobą!- sprostował.
-Nie! Niall! Nie mówisz teraz poważnie! Przecież kochasz śpiewać!- próbowałam przemówić mu do rozsądku.
-Ale ciebie kocham bardziej [T.I]- ponownie mnie pocałował.- Zrozum to...Zostają.
-Chyba mam lepszy pomysł- zaśmiałam się i pociągnęłam go do wyjścia.
***
Minęły już dwa miesiące od kiedy ja i Niall jesteśmy razem. Nie mogłam stanąć na jego drodze do sławy oraz odciąć go od przyjaciół. Dlatego zdecydowałam się zamieszkać z Niall'em w Londynie. Doszłam do wniosku, że warto wierzyć i czekać na księcia z bajki. Ja swojego już znalazłam, ale każda królewna ma innego księcia, a więc zakończenie historii nie może się powtórzyć.
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Soł! Horanek dedykowany dla mojej siostry Oli!! :** Proszę! :) I dla Natalki, która może zrozumie wreszcie ten imagin! :D
wtorek, 19 marca 2013
Imagin o Louis'ie
Siemcia Pyszczki ;** Długo mnie tu nie było, wiem i przepraszam...Dzisiaj imagin o Lou. Był ostatnio, ale bardzo króciutki...Potraktujcie go jako taki bonus xD
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
-Ech...Tato! Wspominał ci już ktoś kiedyś jak bardzo nie lubię takich rodzinnych niespodzianek?- jęknęłam wsiadając do samochodu.
-Ta ci się spodoba!- zapewnił.
-Zawsze tak mówisz- burknęłam niezadowolona.
Tak...To prawda. Nie lubiłam, gdy wraz z rodzicami i moim młodszym bratem pakowaliśmy się do niedużego autka i jechaliśmy nie wiadomo gdzie. Przepraszam! Ja nie widziałam gdzie, bo reszta rodziny zazwyczaj była wtajemniczona. Po kilku godzinach męczącej jazdy wreszcie się zatrzymaliśmy. Jak się okazało dojechaliśmy nad jakieś jezioro. Rodzice wynajęli mały, drewniany domek. Pierwsze co zrobiłam to wskoczyłam pod prysznic, bo musiałam odświeżyć cię po tak długiej podróży w samym środku upalnego lata.
-Ubierz się ładnie- poradziła mi mama.- Dziś wieczorem wychodzimy.
-Już jest wieczór- poprawiłam ją.
Byłam zła ze względu na ten wyjazd i wyraźnie dawałam to do zrozumienia moim bliskim.
-Dobrze! Więc wychodzimy za dwie godziny- oznajmiła.
-Powinnam teraz siedzieć z [I.P]- burknęłam krzyżując ręce na piersi.
-Nie zawiedziesz się! Spodoba ci się na pewno- puściła mi oczko.
Wywróciłam oczami i zaczęłam szukać w swojej walizce ubrań na wieczór. Zdecydowałam się na zwiewną, granatową sukienkę z białym, bardzo cienkim paskiem w talii. Do tego wybrałam sandałki na płaskiej podeszwie i delikatną biżuterię. Chciałam zabrać swój nowy kapelusz, ale mama wybiła mi to z głowy mówiąc, że nie będzie mi potrzebny. No więc kilka minut po 20 opuściliśmy nasz przytulny domek i spacerkiem ruszyliśmy w nad brzeg jeziora. Moim oczom ukazała się niewielka scena rozstawiona na piasku, przed którą stało kilkadziesiąt młodych dziewczyn. Zdziwiona popatrzyłam na rodziców.
-Niespodzianka- pisnęła mama, ale ja nadal nic z tego nie rozumiałam.
Nagle podszedł do nas wysoki i dość szeroki mężczyzna.
-Państwo [T.N]?- zapytał niskim głosem.
Wszyscy pokiwaliśmy głowami.
-Wszystko już gotowe, zapraszam- wykonał zachęcający gest.
-[T.I]- tata położył mi rękę na ramieniu.- Ty pójdziesz z panem, a my na spacer, okey? Niedługo po ciebie wrócimy- zaśmiał się i poszli.
Jak kazał tak zrobiłam. Razem z obcym facetem podeszłam pod scenę. Podprowadził mnie do pierwszego rzędu i życząc miłej zabawy po prostu odszedł. Dekoracja sceny nie ukazywała nazwy artysty, który zaraz miał wystąpić. Fanki nie trzymały żadnych transparentów. Widocznie był to nieplanowany koncert. Stałam tam znudzona oglądając niedawno pomalowane paznokcie. Nagle krzyk dziewczyn stojących za mną przybrał na sile. Uniosłam głowę i zobaczyłam ich. Pięciu idealnych pod każdym względem chłopców. Liam, Zayn, Harry, Louis i Niall. One Direction! Rozpoczęli swój koncert. Muszę przyznać, że od tamtej pory bawiłam się świetnie! Śpiewałam wraz z moimi idolami wszystkie ich piosenki, aż do momentu w którym przerwali. Chłopak z kręconymi włosami i słodkimi dołeczkami w policzkach zaczął mówić.
-Dzisiaj mamy wyjątkową okazję! Jedna z naszych fanek ma dzisiaj urodziny! Czy jest z nami [T.I] [T.N]?!- rozejrzał się dookoła, a moje serce zaczęło mocniej bić.
Mi się wydawało czy Harry Styles właśnie wypowiedział moje nazwisko?! Ale zaraz, zaraz...Przecież urodziny mam dopiero za tydzień...Ach ci rodzice! Nawet nie zauważyłam kiedy wokół mnie zrobiło się zupełnie cicho.
-To ja- powiedziałam i uniosłam rękę do góry tak jak robi się na lekcjach w szkole.
-O! Znalazła się nasza zguba!- usłyszałam swojego ulubieńca Louis'a.
Harry wyciągnął rękę w moją stronę. Scisnęłam ją.
-Chodź tu ślicznotko- powiedział i podciągnął mnie do góry.
Po chwili stałam na scenie obok swoich największych idoli. To uczucie było niesamowite! Miałam ochotę skakać z radości.
-Więc [T.I]- Irlandczyk objął mnie ramieniem.- Jaka jest twoja ulubiona piosenka z naszego repertuaru?- zapytał.
-"Moments"- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-A więc "Moments" specjalnie dla [T.I]!- oznajmił Louis.
Ktoś z pomocników podsunął wielkie, różowe krzesło przypominające tron. Niall Horan chwycił moją dłoń i poprowadził mnie do owego siedziska.
-Proszę księżniczko- ukazał rząd białych zębów.
Usiadłam i w tym momencie rozległy się pierwsze takty piosenki. Chłopcy śpiewali dla mnie. Nie dla innych fanek tylko specjalnie dla mnie. Wiem, że każda dziewczyna może się tak poczuć za odpowiednią sumę pieniędzy, ale dla mnie było to coś niezwykłego.
-Wszystkiego Najlepszego!- życzył mi Liam, gdy skończyli śpiewać.- Chodź się przytulić!
Objęłam jego i Niall'a. Następny w kolejce był Harry, w którego objęciach po prostu zemdlałam.
***
-Budzi się- usłyszałam, gdy otworzyłam oczy.
-Gdzie ja jestem?- spytałam rozglądając się dookołą.
-Za kulisami...Zemdlałaś nam na scenie! Wiesz jak nas nastraszyłaś dziewczyno?- mówił żartobliwym tonem chłopak w koszulce w paski.
-Ciekawe dlaczego...- zamyśliłam się.
-Może za dużo wrażeń?- zasugerował Zayn.- Wiesz...Wreszcie nas spotkałaś...Jesteśmy sławni...
-Widziałam was na żywo już kilka razy- upomniałam.
-Serio?- zdziwił się Harry.
-Serio. Byłam raz na waszym koncercie...Kiedyś na jakimś wywiadzie, a raz spotkałam was na ulicy- uśmiechnęłam się.
-Serio?- zapytał Louis tak jak wcześniej Harry.
-Tak...Mam zdjęcia. Chcesz zobaczyć?- powiedziałam.
Chłopak w odpowiedzi tylko pokiwał głową. Sięgnęłam do torebeczki i wyciągnęłam z niej komórkę. Znalazłam zdjęcie, które zrobiłam z Louis'em trzy lata temu. Gdy tylko je zobaczył jego oczy zrobiły sie dwa razy większe. Spoglądał to na mnie to na telefon.
-[T.I]?- jęknął nagle.
-Tak?
-To...To naprawdę ty?- spytał.
-Ta...Trochę się zmieniłam, ale żeby, aż tak?- zachichotałam.
Louis podniósł się z kanapy i objął mnie w talii przyciągając bliżej siebie.
-Co ty robisz?- poczułam się niezręcznie, chociaż zawsze wydawało mi się, że o tym marzyłam.
-Wtedy...Trzy lata temu...Kiedy się spotkaliśmy ja...Zakochałem się i obiecałem sobie, że kiedyś cię znajdę...I znalazłem...- przejechał dłonią po moim policzku.- Kocham cię [T.I]- nachylił się i delikatnie mnie pocałował.
Rozległy się śmiech i oklaski reszty chłopców. Odkleiłam się od niego. Spojrzeliśmy sobie w oczy i oboje uśmiechnęliśmy się, by potem znów złączyć się w słodkim pocałunku tyle, że o wiele bardziej namiętnym.
-A nie mówiłam, że ci się spodoba?- znałam ten głos.
Niechętnie oderwałam swoje wargi od gorących ust Louis'a i spojrzałam w tamtą stronę. W progu stali moi rodzice i mój brat.
-Mówiłaś, mówiłaś- przyznałam jej rację.
Z uśmiechem na rumianej twarzy wtuliłam się w tors mojego chłopaka. Po chwili poczułam jak całuje mnie w sam środek głowy. Przymknęłam oczy, by móc cieszyć się sowim szczęściem, które nosiło nazwę Louis Tomlinson.
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
I jest! Wreszcie, nareszcie! xD Dla takiej Anki, co by już za mną nie łaziła: "Wstaw coś! Wstaw coś!" Maaaaszzzzz ;***
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
-Ech...Tato! Wspominał ci już ktoś kiedyś jak bardzo nie lubię takich rodzinnych niespodzianek?- jęknęłam wsiadając do samochodu.
-Ta ci się spodoba!- zapewnił.
-Zawsze tak mówisz- burknęłam niezadowolona.
Tak...To prawda. Nie lubiłam, gdy wraz z rodzicami i moim młodszym bratem pakowaliśmy się do niedużego autka i jechaliśmy nie wiadomo gdzie. Przepraszam! Ja nie widziałam gdzie, bo reszta rodziny zazwyczaj była wtajemniczona. Po kilku godzinach męczącej jazdy wreszcie się zatrzymaliśmy. Jak się okazało dojechaliśmy nad jakieś jezioro. Rodzice wynajęli mały, drewniany domek. Pierwsze co zrobiłam to wskoczyłam pod prysznic, bo musiałam odświeżyć cię po tak długiej podróży w samym środku upalnego lata.
-Ubierz się ładnie- poradziła mi mama.- Dziś wieczorem wychodzimy.
-Już jest wieczór- poprawiłam ją.
Byłam zła ze względu na ten wyjazd i wyraźnie dawałam to do zrozumienia moim bliskim.
-Dobrze! Więc wychodzimy za dwie godziny- oznajmiła.
-Powinnam teraz siedzieć z [I.P]- burknęłam krzyżując ręce na piersi.
-Nie zawiedziesz się! Spodoba ci się na pewno- puściła mi oczko.
Wywróciłam oczami i zaczęłam szukać w swojej walizce ubrań na wieczór. Zdecydowałam się na zwiewną, granatową sukienkę z białym, bardzo cienkim paskiem w talii. Do tego wybrałam sandałki na płaskiej podeszwie i delikatną biżuterię. Chciałam zabrać swój nowy kapelusz, ale mama wybiła mi to z głowy mówiąc, że nie będzie mi potrzebny. No więc kilka minut po 20 opuściliśmy nasz przytulny domek i spacerkiem ruszyliśmy w nad brzeg jeziora. Moim oczom ukazała się niewielka scena rozstawiona na piasku, przed którą stało kilkadziesiąt młodych dziewczyn. Zdziwiona popatrzyłam na rodziców.
-Niespodzianka- pisnęła mama, ale ja nadal nic z tego nie rozumiałam.
Nagle podszedł do nas wysoki i dość szeroki mężczyzna.
-Państwo [T.N]?- zapytał niskim głosem.
Wszyscy pokiwaliśmy głowami.
-Wszystko już gotowe, zapraszam- wykonał zachęcający gest.
-[T.I]- tata położył mi rękę na ramieniu.- Ty pójdziesz z panem, a my na spacer, okey? Niedługo po ciebie wrócimy- zaśmiał się i poszli.
Jak kazał tak zrobiłam. Razem z obcym facetem podeszłam pod scenę. Podprowadził mnie do pierwszego rzędu i życząc miłej zabawy po prostu odszedł. Dekoracja sceny nie ukazywała nazwy artysty, który zaraz miał wystąpić. Fanki nie trzymały żadnych transparentów. Widocznie był to nieplanowany koncert. Stałam tam znudzona oglądając niedawno pomalowane paznokcie. Nagle krzyk dziewczyn stojących za mną przybrał na sile. Uniosłam głowę i zobaczyłam ich. Pięciu idealnych pod każdym względem chłopców. Liam, Zayn, Harry, Louis i Niall. One Direction! Rozpoczęli swój koncert. Muszę przyznać, że od tamtej pory bawiłam się świetnie! Śpiewałam wraz z moimi idolami wszystkie ich piosenki, aż do momentu w którym przerwali. Chłopak z kręconymi włosami i słodkimi dołeczkami w policzkach zaczął mówić.
-Dzisiaj mamy wyjątkową okazję! Jedna z naszych fanek ma dzisiaj urodziny! Czy jest z nami [T.I] [T.N]?!- rozejrzał się dookoła, a moje serce zaczęło mocniej bić.
Mi się wydawało czy Harry Styles właśnie wypowiedział moje nazwisko?! Ale zaraz, zaraz...Przecież urodziny mam dopiero za tydzień...Ach ci rodzice! Nawet nie zauważyłam kiedy wokół mnie zrobiło się zupełnie cicho.
-To ja- powiedziałam i uniosłam rękę do góry tak jak robi się na lekcjach w szkole.
-O! Znalazła się nasza zguba!- usłyszałam swojego ulubieńca Louis'a.
Harry wyciągnął rękę w moją stronę. Scisnęłam ją.
-Chodź tu ślicznotko- powiedział i podciągnął mnie do góry.
Po chwili stałam na scenie obok swoich największych idoli. To uczucie było niesamowite! Miałam ochotę skakać z radości.
-Więc [T.I]- Irlandczyk objął mnie ramieniem.- Jaka jest twoja ulubiona piosenka z naszego repertuaru?- zapytał.
-"Moments"- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-A więc "Moments" specjalnie dla [T.I]!- oznajmił Louis.
Ktoś z pomocników podsunął wielkie, różowe krzesło przypominające tron. Niall Horan chwycił moją dłoń i poprowadził mnie do owego siedziska.
-Proszę księżniczko- ukazał rząd białych zębów.
Usiadłam i w tym momencie rozległy się pierwsze takty piosenki. Chłopcy śpiewali dla mnie. Nie dla innych fanek tylko specjalnie dla mnie. Wiem, że każda dziewczyna może się tak poczuć za odpowiednią sumę pieniędzy, ale dla mnie było to coś niezwykłego.
-Wszystkiego Najlepszego!- życzył mi Liam, gdy skończyli śpiewać.- Chodź się przytulić!
Objęłam jego i Niall'a. Następny w kolejce był Harry, w którego objęciach po prostu zemdlałam.
***
-Budzi się- usłyszałam, gdy otworzyłam oczy.
-Gdzie ja jestem?- spytałam rozglądając się dookołą.
-Za kulisami...Zemdlałaś nam na scenie! Wiesz jak nas nastraszyłaś dziewczyno?- mówił żartobliwym tonem chłopak w koszulce w paski.
-Ciekawe dlaczego...- zamyśliłam się.
-Może za dużo wrażeń?- zasugerował Zayn.- Wiesz...Wreszcie nas spotkałaś...Jesteśmy sławni...
-Widziałam was na żywo już kilka razy- upomniałam.
-Serio?- zdziwił się Harry.
-Serio. Byłam raz na waszym koncercie...Kiedyś na jakimś wywiadzie, a raz spotkałam was na ulicy- uśmiechnęłam się.
-Serio?- zapytał Louis tak jak wcześniej Harry.
-Tak...Mam zdjęcia. Chcesz zobaczyć?- powiedziałam.
Chłopak w odpowiedzi tylko pokiwał głową. Sięgnęłam do torebeczki i wyciągnęłam z niej komórkę. Znalazłam zdjęcie, które zrobiłam z Louis'em trzy lata temu. Gdy tylko je zobaczył jego oczy zrobiły sie dwa razy większe. Spoglądał to na mnie to na telefon.
-[T.I]?- jęknął nagle.
-Tak?
-To...To naprawdę ty?- spytał.
-Ta...Trochę się zmieniłam, ale żeby, aż tak?- zachichotałam.
Louis podniósł się z kanapy i objął mnie w talii przyciągając bliżej siebie.
-Co ty robisz?- poczułam się niezręcznie, chociaż zawsze wydawało mi się, że o tym marzyłam.
-Wtedy...Trzy lata temu...Kiedy się spotkaliśmy ja...Zakochałem się i obiecałem sobie, że kiedyś cię znajdę...I znalazłem...- przejechał dłonią po moim policzku.- Kocham cię [T.I]- nachylił się i delikatnie mnie pocałował.
Rozległy się śmiech i oklaski reszty chłopców. Odkleiłam się od niego. Spojrzeliśmy sobie w oczy i oboje uśmiechnęliśmy się, by potem znów złączyć się w słodkim pocałunku tyle, że o wiele bardziej namiętnym.
-A nie mówiłam, że ci się spodoba?- znałam ten głos.
Niechętnie oderwałam swoje wargi od gorących ust Louis'a i spojrzałam w tamtą stronę. W progu stali moi rodzice i mój brat.
-Mówiłaś, mówiłaś- przyznałam jej rację.
Z uśmiechem na rumianej twarzy wtuliłam się w tors mojego chłopaka. Po chwili poczułam jak całuje mnie w sam środek głowy. Przymknęłam oczy, by móc cieszyć się sowim szczęściem, które nosiło nazwę Louis Tomlinson.
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
I jest! Wreszcie, nareszcie! xD Dla takiej Anki, co by już za mną nie łaziła: "Wstaw coś! Wstaw coś!" Maaaaszzzzz ;***
środa, 27 lutego 2013
Imagin o Louis'ie
Wyświetleń prawie 100, a komentarzy 0! Ktoś z was to czyta? A może się nie nadaję? Na razie nie znam waszej opinii, więc dodaję...;*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Drogi Louis'ie
U mnie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jeśli u dwudziestoletniej dziewczyny śmiertelna choroba jest w porządku.
Od kilku tygodni leżę w szpitalu. Nie mam na nic siły, ani ochoty. Ale dzięki moim przyjaciołom i rodzicom walczę do końca. Walczę, choć wiem, że już przegrałam. Wiem, że dla mnie nie ma ratunku. Lekarze nie potrafią mi pomóc. Codziennie dostaję porcję ohydnych leków, które pozwolą mi jeszcze przez jakiś czas oddychać. Z rakiem nie ma zabawy. Przekonałam się o tym na własnej skórze i nikomu tego nie polecam. Teraz, gdy często zostaję sama mam dużo czasu na bicie się z własnymi myślami i na wspomnienia. Te nawiedzają mnie coraz częściej. Te radosne, ale i te smutne. Wyjątkowo często pojawiają się te z Tobą w roli głównej. Ich jest najwięcej, ale cieszę się z tego powodu. Nie mogę pozbyć się tej podłej myśli, że straciłam wszystkie włosy, które niegdyś obracałeś w palcach. Których zapach, jak twierdziłeś, przywoływałeś co wieczór. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to niemożliwe, ale w głębi serca mam nadzieję, że wciąż go czujesz. Czasem kiedy późno w nocy nie mogę zasnąć wyobrażam sobie, że ty też nie śpisz. Wydaje mi się, że również wyglądasz przez okno i tak jak ja patrzysz na tą samą, najjaśniejszą gwiazdę na niebie i gdzieś w oddali widzisz te chwile spędzone ze mną. Mam wrażenie, że słyszę twój przyjemny głos, który był niczym muzyka dla moich uszu. Niektórzy wmawiają mi, że to przez chorobę, ale ja wiem, że moje męki już się kończą, a ja jestem w drodze do nieba. Moje własne niebo jest przy Tobie, więc słyszę Twoje wołanie. Pamiętam jeszcze jak przez mgłę, twój wzrok, którym doprowadzałeś mnie do drżenia. Twoje urocze, szaroniebieskie oczy i delikatne usta, które tak często muskały moje policzki i wargi. Twoje ciepłe dłonie, które zawsze wieczorem błądziły po moich plecach. Ale najbardziej brakuje mi Twojego śmiechu. Tego przez który sama się uśmiechałam, choć po mojej twarzy płynęły słone łzy. Takie jak teraz, które spływają na kartkę papieru. Nie płaczę z powodu strachu...Nie...Płaczę z tęsknoty. Za Tobą. Za osobą, która była całym moim życiem i celem do którego dążyłam. Nie ma cię przy mnie...Ja nie mam swojego życia. Dlatego czas z nim skończyć. Sądzę, że to jest najlepsze wytłumaczenie mojej choroby, bo jak mówiłeś nic nie dzieje się bez przyczyny. Wiedz, że jesteś osobą, której oddałam całe swoje serce i przy której ono zawsze zostanie. Niech cię strzeże i niech prowadzi. Chociaż pewnie ty tego nie potrzebujesz. Myślę, że jesteś szczęśliwy i wreszcie osiągnąłeś to co chciałeś.
I może nie będzie mnie już wśród żywych, gdy dostaniesz ten list, ale chcę, żebyś wiedział, że zawsze miałam i wciąż mam nadzieję, że jakaś cząstka ciebie wciąż mnie pamięta. Swoją pierwszą, wielką miłość.
Na wieki Twoja [T.I]
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzisiaj taki jakiś smutny, co nie? Napisałam go dawno...Ogólnie lubię historię o takiej nieszczęśliwej miłości. Zawsze na nich płaczę, a ja sobie popłakać lubię! ^^ Do jutra!!!
wtorek, 26 lutego 2013
Imagin o Zayn'ie
Siemka Pyśki!!! Jak tam minął wam dzionek? Dzisiaj Zayn na was czeka!
Muszę wam powiedzieć, że zakochałam się w piosence "Miss You" Ed'a Sheeran'a!
Kocham ją po prostu!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Całe rano rano chodziłam poddenerwowana. Dziś ważny dzień. Moja starsza siostra wychodzi za mąż. Od dwóch miesięcy cała rodzina przygotowuje się d tej uroczystości. Rano miałam umówioną wizytę u fryzjerki i kosmetyczki. Moje jasne włosy upięła w prześlicznego koka, a do tego zrobiła mi delikatny makijaż idealnie pasujący do mojej kreacji. Gdy wróciłam do domu wszyscy już byli gotowi.
-Ubieraj się dziewczyno, bo przez ciebie znowu się spóźnimy!- przywitała mnie roztrzęsiona mama.
-Już, tylko sukienka- mruknęłam i poszłam do swojego pokoju.
Włożyłam wcześniej kupioną specjalnie na tą okazję sukienkę. Była to krótka, turkusowa sukieneczka ozdobiona czarną koronką na rękawkach. Do tego wysokie, czarne szpilki i kopertówka. Wylałam na siebie butelkę perfum i już byłam gotowa.
-No wreszcie! Ileż można?!- krzyknęła mama i wyszliśmy z domu.
Podejrzewam, że ona denerwowała się bardziej niż sama panna młoda. W kościele byliśmy kilkanaście minut później. Usiedliśmy w ławkach i czekaliśmy na wejście pary młodej. Cała uroczystość była dopięta na ostatni guzik i wszystko wyszło naprawdę pięknie. Przy najpiękniejszym momencie, gdy oboje wypowiedzieli magiczne: "Tak" moja mama zaczęła płakać ze wzruszenia. Przytuliłam ją i puściłam oczko mojej siostrze, która odwróciła się, gdy usłyszała szloch w pierwszym rzędzie. Gdy wyszliśmy z kościoła moją uwagę przykuł wysoki chłopak w garniturze o kruczoczarnych włosach i ciepłym spojrzeniu. Dało się jednak poznać, że jest znudzony. Kiedy złożyliśmy życzenia nowożeńcom, udaliśmy się do lokalu, w którym miało odbyć się przyjęcie weselne. Pierwszy taniec oczywiście należał do pary młodej, a potem wszyscy wrócili do stołu. Muszę przyznać, że sama zaczęłam się nudzić. Rozmowa ze znajomymi [I.S] wcale się nie kleiła, a ja nie miałam z kim tańczyć, więc kilka godzin przesiedziałam popijając jedną lampkę szampana. Wreszcie nadeszła północ a z nią oczepiny. Czas weselnych zabaw i tańców.
-A teraz odrobinę zwolnimy!- powiedział ktoś z orkiestry.
Już po chwili dało się usłyszeć pierwsze takty wolnej, romantycznej piosenki. Oparłam się o ścianę i patrzyłam na moją siostrzyczkę wtuloną w swego nowego męża. Na usta wkradł jej się pewny uśmiech, a w oczach zaiskrzyły łzy. Była szczęśliwa. Tak...To na pewno szczęście. Tego nie da się pomylić z niczym innym. William to fajny facet, który prawdziwie ją kochał. Było to słychać po tym w jaki sposób się do niej zwracał i widać po tym jak patrzył na nią w cudownej ślubnej sukni stojącej przed ołtarzem, ale i w starym dresie siedzącej na wygodnej kanapie. To było to samo spojrzenie przepełnione troską, czułością i bezgraniczną miłością. W tamtym momencie obiecałam sobie, że i na mnie ktoś kiedyś będzie tak patrzył. Nawet wtedy, gdy zostanę starą babcią z milionem zmarszczek na twarzy. Ten ktoś nadal będzie mnie uważał za najpiękniejszą babcią na świecie.
-Czy mogę prosić panią do tańca?- z zamyśleń wyrwał mnie delikatny, męski głos.
Przede mną stał jakże przystojny brunet o ciemnej karnacji i głębokich czekoladowych oczach, które częściowo skrywane były pod wachlarzem długich, ciemnych rzęs.
-Tak...- uśmiechnęłam się i podałam mu rękę.
Poprowadził mnie na sam środek sali i zaczęliśmy tańczyć.
-Jestem Zayn- przedstawił się.
-[T.I].
-Czemu tu jesteś?- zapytał.
-Em...Moja siostra wyszła za mąż. A ty?- odpowiedziałam zdziwiona jego pytaniem.
-Jestem tu jako osoba towarzysząca- mruknął wyraźnie niezadowolony.
-Nie powinieneś być teraz z dziewczyną, która cię zaprosiła?- spytałam.
-Nie lubię jej- wzruszył ramionami.
-To po co się zgodziłeś?
-By mieć możliwość poznania innych ludzi...Na przykład ciebie- uśmiechnął się cwaniacko.
-To...Trochę nieprzyjemne...- przyznałam cichutko.
-Ale ona też znalazła sobie partnera- zaśmiał się i kiwnął głową.
Odwróciłam się we wskazaną stronę. Wysoka dziewczyna o ognisto rudych włosach bujała się w objęciach przystojnego blondyna. Uśmiechnęła się w naszą stronę i pomachała. Zayn odwzajemnił gest.
-Ma piękne włosy...- rozmarzyłam się.
-Tak, to prawda.
Po chwili piosenka się skończyła. Zrobiłam krok w tył, ale chłopak nadal mnie trzymał.
-Nie zamierzasz mnie puścić?- zapytałam.
-A powinienem?- odpowiedział mi kolejnym pytaniem.
-Piosenka się skończyła...A poza tym wszyscy poszli pić, a więc nie gra żadna muzyka- zaśmiałam się.
Powróciliśmy do tańca...W ciszy...Ale nam to nie przeszkadzało. Dużo rozmawialiśmy i mieliśmy okazję dobrze się poznać. Zayn okazał się być bardzo miłym i sympatycznym chłopakiem. Przetańczyliśmy razem całą noc.
-Wiem, że krótko się znamy, ale...Wyjdziesz za mnie?- spytał nagle.
-Co?!- zdziwiłam się.
Zayn nie odpowiedział tylko łapczywie wpił się w moje usta.
-Teraz?- roześmiałam się.
-Kościół jest niedaleko!- rzucił i wyciągnął mnie z lokalu.
Na zewnątrz było ciemno. Drogę oświetlały nieliczne latarnie. A my biegliśmy trzymając się za ręce. Niedługo potem staliśmy w kapliczce niedaleko kościoła.
-I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską- szeptał mi do ucha trzymając mnie za ręce.
-I, że cię nie opuszczę, aż do śmierci- dokończyłam za niego.
Ponownie mnie pocałował. Uśmiechnęłam się odwzajemniając pocałunek.
***
-Co tam masz Słońce?- poczułam jego dotyk na swojej dłoni.
Mimowolnie na mojej twarzy zagościł uśmiech.
-Mój stary pamiętnik- westchnęłam ciężko wspominając jak to było dawniej.
Kiedy mając po 17 lat biegaliśmy po mieście do późnej nocy. Kiedy mieliśmy siłę, energię i ochotę na wszystkie nawet te najgłupsze rzeczy. Niestety z wiekiem wszystko mija.
-Pamiętasz nasz ślub?- spytałam patrząc na pomarszczoną twarz Zayn,a.
W jego starych, zmęczonych oczach dostrzegłam radosne iskierki. Pokiwał głową.
-Tego nie da się zapomnieć- złożył czuły pocałunek na moim czole.
-Szkoda, że nie możemy tego powtórzyć...
-Zamierzasz coś jeszcze napisać?
Wzięłam długopis do drżącej ręki i napisałam prawdopodobnie ostatnią notatkę w swoim życiu.
"Pamiętam jakby to było dziś spojrzenie, którym William obdarzał moją siostrę. Postanowiłam, że i ja znajdę kogoś takiego i...Znalazłam...Zayn wciąż jest przy mnie pomimo, że niedawno skończyłam 67 lat i wciąż patrzy na mnie z takim samą miłością, jak gdy po raz pierwszy mając niespełna 18 lat uciekliśmy z domu nad morze...Wciąż jest tak samo, i niech pozostanie do końca. Kto by pomyślał, że przysięga złożona w niewielkiej kapliczce okaże się tą prawdziwą? Tą, która przeprowadziła nas przez życie?"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc Zayn dla Natalki, która mnie strasznie o niego męczyła! Masz i się ciesz!!!
Muszę wam powiedzieć, że zakochałam się w piosence "Miss You" Ed'a Sheeran'a!
Kocham ją po prostu!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Całe rano rano chodziłam poddenerwowana. Dziś ważny dzień. Moja starsza siostra wychodzi za mąż. Od dwóch miesięcy cała rodzina przygotowuje się d tej uroczystości. Rano miałam umówioną wizytę u fryzjerki i kosmetyczki. Moje jasne włosy upięła w prześlicznego koka, a do tego zrobiła mi delikatny makijaż idealnie pasujący do mojej kreacji. Gdy wróciłam do domu wszyscy już byli gotowi.
-Ubieraj się dziewczyno, bo przez ciebie znowu się spóźnimy!- przywitała mnie roztrzęsiona mama.
-Już, tylko sukienka- mruknęłam i poszłam do swojego pokoju.
Włożyłam wcześniej kupioną specjalnie na tą okazję sukienkę. Była to krótka, turkusowa sukieneczka ozdobiona czarną koronką na rękawkach. Do tego wysokie, czarne szpilki i kopertówka. Wylałam na siebie butelkę perfum i już byłam gotowa.
-No wreszcie! Ileż można?!- krzyknęła mama i wyszliśmy z domu.
Podejrzewam, że ona denerwowała się bardziej niż sama panna młoda. W kościele byliśmy kilkanaście minut później. Usiedliśmy w ławkach i czekaliśmy na wejście pary młodej. Cała uroczystość była dopięta na ostatni guzik i wszystko wyszło naprawdę pięknie. Przy najpiękniejszym momencie, gdy oboje wypowiedzieli magiczne: "Tak" moja mama zaczęła płakać ze wzruszenia. Przytuliłam ją i puściłam oczko mojej siostrze, która odwróciła się, gdy usłyszała szloch w pierwszym rzędzie. Gdy wyszliśmy z kościoła moją uwagę przykuł wysoki chłopak w garniturze o kruczoczarnych włosach i ciepłym spojrzeniu. Dało się jednak poznać, że jest znudzony. Kiedy złożyliśmy życzenia nowożeńcom, udaliśmy się do lokalu, w którym miało odbyć się przyjęcie weselne. Pierwszy taniec oczywiście należał do pary młodej, a potem wszyscy wrócili do stołu. Muszę przyznać, że sama zaczęłam się nudzić. Rozmowa ze znajomymi [I.S] wcale się nie kleiła, a ja nie miałam z kim tańczyć, więc kilka godzin przesiedziałam popijając jedną lampkę szampana. Wreszcie nadeszła północ a z nią oczepiny. Czas weselnych zabaw i tańców.
-A teraz odrobinę zwolnimy!- powiedział ktoś z orkiestry.
Już po chwili dało się usłyszeć pierwsze takty wolnej, romantycznej piosenki. Oparłam się o ścianę i patrzyłam na moją siostrzyczkę wtuloną w swego nowego męża. Na usta wkradł jej się pewny uśmiech, a w oczach zaiskrzyły łzy. Była szczęśliwa. Tak...To na pewno szczęście. Tego nie da się pomylić z niczym innym. William to fajny facet, który prawdziwie ją kochał. Było to słychać po tym w jaki sposób się do niej zwracał i widać po tym jak patrzył na nią w cudownej ślubnej sukni stojącej przed ołtarzem, ale i w starym dresie siedzącej na wygodnej kanapie. To było to samo spojrzenie przepełnione troską, czułością i bezgraniczną miłością. W tamtym momencie obiecałam sobie, że i na mnie ktoś kiedyś będzie tak patrzył. Nawet wtedy, gdy zostanę starą babcią z milionem zmarszczek na twarzy. Ten ktoś nadal będzie mnie uważał za najpiękniejszą babcią na świecie.
-Czy mogę prosić panią do tańca?- z zamyśleń wyrwał mnie delikatny, męski głos.
Przede mną stał jakże przystojny brunet o ciemnej karnacji i głębokich czekoladowych oczach, które częściowo skrywane były pod wachlarzem długich, ciemnych rzęs.
-Tak...- uśmiechnęłam się i podałam mu rękę.
Poprowadził mnie na sam środek sali i zaczęliśmy tańczyć.
-Jestem Zayn- przedstawił się.
-[T.I].
-Czemu tu jesteś?- zapytał.
-Em...Moja siostra wyszła za mąż. A ty?- odpowiedziałam zdziwiona jego pytaniem.
-Jestem tu jako osoba towarzysząca- mruknął wyraźnie niezadowolony.
-Nie powinieneś być teraz z dziewczyną, która cię zaprosiła?- spytałam.
-Nie lubię jej- wzruszył ramionami.
-To po co się zgodziłeś?
-By mieć możliwość poznania innych ludzi...Na przykład ciebie- uśmiechnął się cwaniacko.
-To...Trochę nieprzyjemne...- przyznałam cichutko.
-Ale ona też znalazła sobie partnera- zaśmiał się i kiwnął głową.
Odwróciłam się we wskazaną stronę. Wysoka dziewczyna o ognisto rudych włosach bujała się w objęciach przystojnego blondyna. Uśmiechnęła się w naszą stronę i pomachała. Zayn odwzajemnił gest.
-Ma piękne włosy...- rozmarzyłam się.
-Tak, to prawda.
Po chwili piosenka się skończyła. Zrobiłam krok w tył, ale chłopak nadal mnie trzymał.
-Nie zamierzasz mnie puścić?- zapytałam.
-A powinienem?- odpowiedział mi kolejnym pytaniem.
-Piosenka się skończyła...A poza tym wszyscy poszli pić, a więc nie gra żadna muzyka- zaśmiałam się.
Powróciliśmy do tańca...W ciszy...Ale nam to nie przeszkadzało. Dużo rozmawialiśmy i mieliśmy okazję dobrze się poznać. Zayn okazał się być bardzo miłym i sympatycznym chłopakiem. Przetańczyliśmy razem całą noc.
-Wiem, że krótko się znamy, ale...Wyjdziesz za mnie?- spytał nagle.
-Co?!- zdziwiłam się.
Zayn nie odpowiedział tylko łapczywie wpił się w moje usta.
-Teraz?- roześmiałam się.
-Kościół jest niedaleko!- rzucił i wyciągnął mnie z lokalu.
Na zewnątrz było ciemno. Drogę oświetlały nieliczne latarnie. A my biegliśmy trzymając się za ręce. Niedługo potem staliśmy w kapliczce niedaleko kościoła.
-I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską- szeptał mi do ucha trzymając mnie za ręce.
-I, że cię nie opuszczę, aż do śmierci- dokończyłam za niego.
Ponownie mnie pocałował. Uśmiechnęłam się odwzajemniając pocałunek.
***
-Co tam masz Słońce?- poczułam jego dotyk na swojej dłoni.
Mimowolnie na mojej twarzy zagościł uśmiech.
-Mój stary pamiętnik- westchnęłam ciężko wspominając jak to było dawniej.
Kiedy mając po 17 lat biegaliśmy po mieście do późnej nocy. Kiedy mieliśmy siłę, energię i ochotę na wszystkie nawet te najgłupsze rzeczy. Niestety z wiekiem wszystko mija.
-Pamiętasz nasz ślub?- spytałam patrząc na pomarszczoną twarz Zayn,a.
W jego starych, zmęczonych oczach dostrzegłam radosne iskierki. Pokiwał głową.
-Tego nie da się zapomnieć- złożył czuły pocałunek na moim czole.
-Szkoda, że nie możemy tego powtórzyć...
-Zamierzasz coś jeszcze napisać?
Wzięłam długopis do drżącej ręki i napisałam prawdopodobnie ostatnią notatkę w swoim życiu.
"Pamiętam jakby to było dziś spojrzenie, którym William obdarzał moją siostrę. Postanowiłam, że i ja znajdę kogoś takiego i...Znalazłam...Zayn wciąż jest przy mnie pomimo, że niedawno skończyłam 67 lat i wciąż patrzy na mnie z takim samą miłością, jak gdy po raz pierwszy mając niespełna 18 lat uciekliśmy z domu nad morze...Wciąż jest tak samo, i niech pozostanie do końca. Kto by pomyślał, że przysięga złożona w niewielkiej kapliczce okaże się tą prawdziwą? Tą, która przeprowadziła nas przez życie?"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc Zayn dla Natalki, która mnie strasznie o niego męczyła! Masz i się ciesz!!!
poniedziałek, 25 lutego 2013
Imagin o Niall'u
SOŁ! Dzisiaj luzik w szkole, więc wyrobiłam się ze swoim imaginem, a teraz wstawiam imagina mojej koleżanki Natalki! No więc zaczynajmy!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ach....Walentynki! Każda dziewczyna czeka na ten dzień z upragnieniem. Zwłaszcza wtedy, gdy ma je z kim świętować. Niall to naprawdę cudowny chłopak. Jest słodki i czuły, ale też nieźle zakręcony. Uwielbia się śmiać, a ja razem z nim.
-Niall jest taki kochany! Ciekawe czy coś na dzisiaj wymyśli!- rozmawiałam ze swoją przyjaciółką.
-Oh! Jak ja ci zazdroszczę! Niall jest taki romantyczny! Chciałabym, aby Olivier też taki był...Ale kocham go jak nikogo innego- zachwyciła się [I.P].
-Olivier też jest romantyczny. Pamiętasz twoje urodziny?
-Jak mogłabym zapomnieć?! Wszedł wtedy na dach i zaśpiewał piosenkę specjalnie dla mnie- wspomniała ten dzień.
-Tak, ale weź pod uwagę, że sam ją napisał i sam zagrał na gitarze...
Rozmowę przerwał SMS.
"Cześć co u ciebie? Przepraszam, że nie możemy się spotkać, ale wypadło mi coś bardzo ważnego. Pamiętaj, że cię kocham! Niall"
W moich oczach zebrały się łzy. [I.P] przytuliła mnie starając się mnie pocieszyć.
-On jest sławny [T.I] Wiesz przecież, że takie związki mają trudniej- głaskała mnie po plecach, ale mi to nie pomagało.
Wciąż było mi bardzo przykro, ponieważ Niall był ze mną zawsze w takich chwilach. Niedługo potem przyjaciółka opuściła moje mieszkanie. Dowiedziałam się, że umówiła się z Olivierem, co jeszcze bardziej mnie dobiło. Zostałam sama. Ja, miękka kanapa i kubek ciepłej herbaty. Po godzinie spędzonej przed telewizorem zadzwoniła moja przyjaciółka. Kazała mi się ładnie ubrać i być gotową na dzisiejszy wieczór. Niechętnie, ale to zrobiłam. Kilkadziesiąt minut później byłam gotowa. [I.P] przyjechała po mnie. Cieszyłam się, że chociaż ona nie miała mnie gdzieś.
-Jak ty ładnie wyglądasz! Pakuj się do samochodu i jedziemy do naszej ulubionej restauracji- otworzyła drzwiczki samochodu.
Pojechałyśmy do "Wenecji". Olivier już tam był. Podobnie jak reszta One Direction siedział przytulony ze swoją drugą połówką. Siedzieliśmy razem przy stole. Wszyscy byli szczęśliwi. Wszyscy oprócz mnie. Bo jak można czuć szczęście w Walentynki, kiedy wiesz, że ukochana osoba ma ważniejsze sprawy na głowie. W tym momencie zgasły światła. Jedno oświetliło scenę, a drugie mnie. Na scenę powoli wszedł Niall. I zaczął śpiewać moją ulubioną piosenkę "Look After You" Podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i ukląkł na jedno kolano.
-[T.I] jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Dla ciebie zrobiłbym wszystko. Kocham cię ponad życie. Uwielbiam jak budzisz się obok mnie, jak gotujesz, jak śmiejesz się do mnie i ze mnie, jak żartujemy. Każda chwila z tobą jest jak marzenie. Dzięki tobie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Czy zechciałabyś zostać moją żoną?- z kieszeni spodni wyciągnął małe, czerwone pudełeczko.
Moim oczom ukazał się śliczny pierścionek. Przez łzy nie mogłam wykrztusić ani jednego słowa, więc po prostu rzuciłam mu się na szyję.
-Tak! Tak! Po stokroć tak!- na drżącą dłoń wsunął mi pierścionek.
Pocałowaliśmy się, a potem okręcił mnie dookoła. Po chwili zauważyłam, że na salę został wniesiony tort z naszym zdjęciem i szampan. Wszyscy nam gratulowali, a [I.P] wzniosła toast za naszą kwitnącą miłość. Do domu wróciliśmy późno w nocy. Mogłam z satysfakcją powiedzieć, że to była najlepsza decyzja w moim życiu. Kocham Niall'a, a dziś dostałam prezent walentynkowy o jakim nawet nie śniłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc jak wam się podoba? Komentować i Komentować! ;***
Imagin o Liam'ie
Witajcie Miśki! Dzisiaj proponuję Liam'a! Co wy na to? ;) No to jedziemy!
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Weszłam do kolejnego sklepu, którego witryny były ozdobione sztucznymi płatkami śniegu i kolorowymi lampkami. W kącie stało duże, zielone drzewko oplecione srebrnymi łańcuchami. Zaczęłam błądzić między półkami zapełnionymi biżuterią. Szukałam prezentu dla mojej starszej siostry, która kilka miesięcy wyjechała i miała pojawić się w domu na święta. Nagle na jednej z szafek spostrzegłam niewielkie, otwarte, granatowe pudełko. W nim błyszczały dwie brylantowe kuleczki. Były to kolczyki, a pod spodem lśniła taka sama zawieszka. Spojrzałam na cenę. Prawie wszystkie moje oszczędności.
-Nie wystarczy mi na prezent dla Liam'a- pomyślałam.
Zastanowiłam się przez chwilę.
-Przecież i tak się na pojawi- mruknęłam cicho i chwyciłam pudełko.
Skierowałam się do kasy. Zapłaciłam i wyszłam z budynku. Szłam po zamarzniętym chodniku co chwila poprawiając szal. W pewnym momencie wpadłam na kogoś. Podniosłam wzrok i ujrzałam panią w podeszłym wieku o poczciwej twarzy. W ręce trzymała podartą, papierową torbę. Jej zawartość rozsypała się po ziemi.
-Najmocniej panią przepraszam- powiedziałam i schyliłam się, by pozbierać rozrzucone zakupy.
Staruszka zrobiła to samo.
-Och, kochanie! Nic się nie stało. Teraz wszyscy tacy zabiegani, wszyscy się gdzieś śpieszą- powiedziała ciepło.
-Tak...Jutro Wigilia, ostatnie przygotowania- uśmiechnęłam się i podałam jej produkty.
Popatrzyła na mnie starymi, zmęczonymi oczami i dłonią przejechała po moim policzku.
-Nie martw się słodziutka...To dobry wybór, będziesz z nim szczęśliwa- oznajmiła.
-Przepraszam...Ale o czym pani mówi?- zapytałam nieco przestraszona.
-Dowiesz się w swoim czasie, moje dziecko...A to już niedługo- zaśmiała się.- Wesołych Świąt!- pozdrowiła mnie i odeszła.
-Wesołych!- krzyknęłam za nią i ruszyłam w swoją stronę.
Przez całą drogę myślałam o tym co mówiła ta kobieta. Wydawało się jakby wiedziała coś o mnie i o...Ale nie! To niemożliwe!
-[T.I]!- od progu przywitała mnie uśmiechnięta twarz mojej siostry.
Z nieukrywaną radością rzuciłam jej się na szyję.
-Cześć!- pisnęłam.
-Już, złaź!- zaśmiała się i odepchnęła mnie.
Zdjęłam kurtkę i weszłyśmy dalej.
-No dziewczyny! Brać się za ciastka!- rozkazał mój tata wieszając lampki w oknie.
Posłusznie weszłyśmy do kuchni. Uderzył mnie zapach cynamonu. Uwielbiałam tą świąteczną atmosferę. Przy stole stała moja babcia ugniatająca ciasto. Mama wyciągała z piekarnika kolejną blaszkę zapełnioną świeżymi ciasteczkami.
-Tam macie lukier i posypki- kiwnęła głową.
Od dziecka ciastka należały do nas. Zawsze ja i [I.S] siedziałyśmy w kuchni umazane w słodkim lukrze, a z roku na rok wypieki wyglądały coraz ładniej.
-Śliczne co?- zachwyciłam się moja siostra.
Zaśmiałam się i popędziłam ubierać choinkę.
***
Następnego dnia wstałam wcześnie rano. Zbiegłam po schodach. W salonie na kanapie przed kominkiem siedzieli moi rodzice wraz z babcią i popijali gorącą kawę. Wyjrzałam przez okno.Londyn zasypała nowa warstwa śnieżnobiałego puchu.
-Może lepiej się ubierz, zanim wyskoczysz na śnieg?- zaśmiała się moja mama.
-Nie zamierzam się dziś nigdzie ruszać- odpowiedziałam i wróciłam do swojego pokoju.
Siadłam na łóżku i wyciągnęłam spod niego duże, różowe pudełko w zielone paski. Z niego wygrzebałam kilka albumów ze zdjęciami i zaczęłam przeglądać. Na okładce jednego z nich widniał napis: "PAMIĘTAJ". Przejechałam palcami po grzbiecie.
-[T.I]! Schodź na dół! Musisz nam pomóc!- rozpoznałam stanowczy ton mamy.
Poszłam do kuchni wcześniej zahaczając o pokój [I.S].
-[T.I] nakryj stół, a ty [I.S] pomóż mi z tym barszczem. Przecież na dwie godziny będą goście, a wiadomo, że ciocia Marta będzie wcześniej- załamała ręce.
Zabrałam się więc do wycierania umytych przez babcię sztućców oraz talerzy i układaniu ich na dużym stole nakrytym białym obrusem. Jakąś godzinę później w domu pojawiła się ciocia ze swoją sześcioletnią córką Susan.
-[T.I]! [T.I]!- pisnęła malutka i zaplotła ręce wokół moich bioder.
Objęłam ją lekko.
-Hey mała- zaśmiałam się.
Uwielbiałam tą dziewczynkę. Zawsze spędzałam z nią bardzo dużo czasu i była dla mnie jak młodsza siostra.
-Co robimy? Co robimy?- pytała.
-Hmmm...- zastanowiłam się przez chwilę.- Chodź ze mną na górę. Muszę ładnie wyglądać- zsunęłam jej czapkę z głowy.
Zdjęła kurtkę, buty i poszła ze mną na górę. Weszłyśmy do mojego pokoju. Na fotelu leżała sukienka, którą wcześniej przygotowałam.
-Co sądzisz o tej?- chwyciłam lekki materiał.
-Ty nie chodzisz w takich sukienkach...- mruknęła cichutko.
Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do łazienki. Założyłam sukienkę, która sięgała mi trochę przed kolana. Miała grube ramiączka, a z tyłu suwak. Była ciemnofioletowa w czarną kratkę. Wyglądała jak z dawnych lat.
-Podoba ci się?- spytałam i obróciłam się dookoła.
Susan tylko cicho jęknęła.
-Uważam, że Wigilia to jak najbardziej rodzinne święto, a że ja jestem prawie najmłodsza postanowiłam tak się ubrać- przejechałam palcem po jej nosie.
Dziewczynka zaśmiała się i wskoczyła na łóżko.
-Co to?- zapytała i otworzyła jeden z albumów.
-To moje zdjęcia. Możesz pooglądać- uśmiechnęłam się do niej i usiadłam przy toaletce.
Rozczesałam włosy i zaczęłam pleść warkocze. Na koniec związałam je czarnymi wstążkami.
-Och! To ja!- pisnęła mała.
Usiadłam obok niej. Poklepała zdjęcie na którym byłam ja, Susan i...Liam.
-Tęsknię za wujkiem- przyznała smutno.
Był moim najlepszym przyjacielem. Często opiekowaliśmy się małą, a ona bardzo go polubiła. Pomimo, że nie byli rodziną mówiła do niego "wujku".
-Ja też bardzo za nim tęsknię- Susan zsunęła z łóżka i pociągnęła mnie za rękę.
Kucnęłam przy niej.
-Czy wujek nas jeszcze kocha?- spytała, a ja wszystko sobie przypomniałam.
Ostatni raz widzieliśmy się ponad rok. Wtedy powiedział, że nas kocha. Mnie i małą Susan. Dzień potem wyjechał. Nie odbiera telefonów. Nie odpisuje na wiadomości. Przytuliłam się do dziewczynki.
-Nie wiem kochanie...Nie wiem...- szepnęłam.- Pokaż te zdjęcia- sięgnęłam po ten sam czerwony album, który miałam oglądać rano.
Liam dał mi go w ten sam dzień, w którym widziałam go po raz ostatni. Było w nim mnóstwo naszych wspólnych zdjęć. Dostałam go bym nie zapomniała, a wydawało mi się, że to on zapomniał o mnie.
-Chodźmy do mamy- złapałam ją za rękę.
W jadalni siedzieli już moi dziadkowie. Przywitałam się z nimi i już po chwili na stole pojawiły się wszystkie pięknie, pachnące potrawy. Zaczęliśmy łamać się opłatkiem i składać sobie życzenia. Nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich niska, stara kobieta, którą wczoraj spotkałam na ulicy. Posłała mi ciepły uśmiech. Po chwili za nią pojawił się wysoki brunet o brązowych oczach.
-Wujek Liam!- pisnęła Susan i podbiegła do niego.
Kucnął i rozczochrał jej włosy, a potem mocno przytulił.
-Cześć ślicznotko! Tęskniłaś za mną?- powiedział ciepło.
Dziewczynka uśmiechnęła się i cmoknęła go w policzek.
-Och! A czym sobie zasłużyłem?- udał zdziwienie, a ja zachichotałam cicho.
Liam podniósł głowę i popatrzył na mnie. Po moim policzku zaczęły płynąć łzy.
-Nazywam się Anna Payne. Jestem babcią Liam'a.- odezwała się niska pani stojąca obok niego.
Chłopak wstał i podszedł do mnie. Ujął moje dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Mam nadzieję, że o mnie nie zapomniałaś...- powiedział cicho.
-Bałam się, że to ty zapomniałeś o mnie- odpowiedziałam przez łzy.
-Nie mógł bym...
-Czemu się nie odzywałeś?-
-Ja...Ja stchórzyłem. Bałem się poważnego związku...Bałem się, że nie będę dość dobry...Bałem się, że cię skrzywdzę- spuścił głowę.
-Nie skrzywdziłbyś, gdybyś mnie nie zostawił...Czy to co wtedy powiedziałeś to...- zapytałam niepewnie.
-Tak to prawda!- przyznał głośno.
Podniosłam głowę. Nad nami był żyrandol, a z niego zwisała...
-Pocałuj ją!- pisnęła Susan.
Ja i Liam zaśmialiśmy się.
-Jemioła...- wyszeptał.
-Ma dużo liści...- dodałam uśmiechając się.
-Dla mnie i tak zbyt mało!
Ukazał rząd białych zębów, a potem cmoknął mnie w usta. Potem drugi raz i trzeci. A potem jeszcze kilka razy. Odsunęłam się odrobinę.
-Liam nie wygłupiaj się!- powiedziałam i wpiłam się w jego usta.
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Jak tam leci? Czy tylko mi się wydaje, że tamte imaginy jakieś takie krótkie? Mam nadzieję, że znajdę wenę i będą coraz dłuższe. Ale coś tak patrzę na tego mojego bloga...I komentarzy wciąż nie widzę! Komentujcie jeśli wam się podoba! ;))) Papatki!
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Weszłam do kolejnego sklepu, którego witryny były ozdobione sztucznymi płatkami śniegu i kolorowymi lampkami. W kącie stało duże, zielone drzewko oplecione srebrnymi łańcuchami. Zaczęłam błądzić między półkami zapełnionymi biżuterią. Szukałam prezentu dla mojej starszej siostry, która kilka miesięcy wyjechała i miała pojawić się w domu na święta. Nagle na jednej z szafek spostrzegłam niewielkie, otwarte, granatowe pudełko. W nim błyszczały dwie brylantowe kuleczki. Były to kolczyki, a pod spodem lśniła taka sama zawieszka. Spojrzałam na cenę. Prawie wszystkie moje oszczędności.
-Nie wystarczy mi na prezent dla Liam'a- pomyślałam.
Zastanowiłam się przez chwilę.
-Przecież i tak się na pojawi- mruknęłam cicho i chwyciłam pudełko.
Skierowałam się do kasy. Zapłaciłam i wyszłam z budynku. Szłam po zamarzniętym chodniku co chwila poprawiając szal. W pewnym momencie wpadłam na kogoś. Podniosłam wzrok i ujrzałam panią w podeszłym wieku o poczciwej twarzy. W ręce trzymała podartą, papierową torbę. Jej zawartość rozsypała się po ziemi.
-Najmocniej panią przepraszam- powiedziałam i schyliłam się, by pozbierać rozrzucone zakupy.
Staruszka zrobiła to samo.
-Och, kochanie! Nic się nie stało. Teraz wszyscy tacy zabiegani, wszyscy się gdzieś śpieszą- powiedziała ciepło.
-Tak...Jutro Wigilia, ostatnie przygotowania- uśmiechnęłam się i podałam jej produkty.
Popatrzyła na mnie starymi, zmęczonymi oczami i dłonią przejechała po moim policzku.
-Nie martw się słodziutka...To dobry wybór, będziesz z nim szczęśliwa- oznajmiła.
-Przepraszam...Ale o czym pani mówi?- zapytałam nieco przestraszona.
-Dowiesz się w swoim czasie, moje dziecko...A to już niedługo- zaśmiała się.- Wesołych Świąt!- pozdrowiła mnie i odeszła.
-Wesołych!- krzyknęłam za nią i ruszyłam w swoją stronę.
Przez całą drogę myślałam o tym co mówiła ta kobieta. Wydawało się jakby wiedziała coś o mnie i o...Ale nie! To niemożliwe!
-[T.I]!- od progu przywitała mnie uśmiechnięta twarz mojej siostry.
Z nieukrywaną radością rzuciłam jej się na szyję.
-Cześć!- pisnęłam.
-Już, złaź!- zaśmiała się i odepchnęła mnie.
Zdjęłam kurtkę i weszłyśmy dalej.
-No dziewczyny! Brać się za ciastka!- rozkazał mój tata wieszając lampki w oknie.
Posłusznie weszłyśmy do kuchni. Uderzył mnie zapach cynamonu. Uwielbiałam tą świąteczną atmosferę. Przy stole stała moja babcia ugniatająca ciasto. Mama wyciągała z piekarnika kolejną blaszkę zapełnioną świeżymi ciasteczkami.
-Tam macie lukier i posypki- kiwnęła głową.
Od dziecka ciastka należały do nas. Zawsze ja i [I.S] siedziałyśmy w kuchni umazane w słodkim lukrze, a z roku na rok wypieki wyglądały coraz ładniej.
-Śliczne co?- zachwyciłam się moja siostra.
Zaśmiałam się i popędziłam ubierać choinkę.
***
Następnego dnia wstałam wcześnie rano. Zbiegłam po schodach. W salonie na kanapie przed kominkiem siedzieli moi rodzice wraz z babcią i popijali gorącą kawę. Wyjrzałam przez okno.Londyn zasypała nowa warstwa śnieżnobiałego puchu.
-Może lepiej się ubierz, zanim wyskoczysz na śnieg?- zaśmiała się moja mama.
-Nie zamierzam się dziś nigdzie ruszać- odpowiedziałam i wróciłam do swojego pokoju.
Siadłam na łóżku i wyciągnęłam spod niego duże, różowe pudełko w zielone paski. Z niego wygrzebałam kilka albumów ze zdjęciami i zaczęłam przeglądać. Na okładce jednego z nich widniał napis: "PAMIĘTAJ". Przejechałam palcami po grzbiecie.
-[T.I]! Schodź na dół! Musisz nam pomóc!- rozpoznałam stanowczy ton mamy.
Poszłam do kuchni wcześniej zahaczając o pokój [I.S].
-[T.I] nakryj stół, a ty [I.S] pomóż mi z tym barszczem. Przecież na dwie godziny będą goście, a wiadomo, że ciocia Marta będzie wcześniej- załamała ręce.
Zabrałam się więc do wycierania umytych przez babcię sztućców oraz talerzy i układaniu ich na dużym stole nakrytym białym obrusem. Jakąś godzinę później w domu pojawiła się ciocia ze swoją sześcioletnią córką Susan.
-[T.I]! [T.I]!- pisnęła malutka i zaplotła ręce wokół moich bioder.
Objęłam ją lekko.
-Hey mała- zaśmiałam się.
Uwielbiałam tą dziewczynkę. Zawsze spędzałam z nią bardzo dużo czasu i była dla mnie jak młodsza siostra.
-Co robimy? Co robimy?- pytała.
-Hmmm...- zastanowiłam się przez chwilę.- Chodź ze mną na górę. Muszę ładnie wyglądać- zsunęłam jej czapkę z głowy.
Zdjęła kurtkę, buty i poszła ze mną na górę. Weszłyśmy do mojego pokoju. Na fotelu leżała sukienka, którą wcześniej przygotowałam.
-Co sądzisz o tej?- chwyciłam lekki materiał.
-Ty nie chodzisz w takich sukienkach...- mruknęła cichutko.
Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do łazienki. Założyłam sukienkę, która sięgała mi trochę przed kolana. Miała grube ramiączka, a z tyłu suwak. Była ciemnofioletowa w czarną kratkę. Wyglądała jak z dawnych lat.
-Podoba ci się?- spytałam i obróciłam się dookoła.
Susan tylko cicho jęknęła.
-Uważam, że Wigilia to jak najbardziej rodzinne święto, a że ja jestem prawie najmłodsza postanowiłam tak się ubrać- przejechałam palcem po jej nosie.
Dziewczynka zaśmiała się i wskoczyła na łóżko.
-Co to?- zapytała i otworzyła jeden z albumów.
-To moje zdjęcia. Możesz pooglądać- uśmiechnęłam się do niej i usiadłam przy toaletce.
Rozczesałam włosy i zaczęłam pleść warkocze. Na koniec związałam je czarnymi wstążkami.
-Och! To ja!- pisnęła mała.
Usiadłam obok niej. Poklepała zdjęcie na którym byłam ja, Susan i...Liam.
-Tęsknię za wujkiem- przyznała smutno.
Był moim najlepszym przyjacielem. Często opiekowaliśmy się małą, a ona bardzo go polubiła. Pomimo, że nie byli rodziną mówiła do niego "wujku".
-Ja też bardzo za nim tęsknię- Susan zsunęła z łóżka i pociągnęła mnie za rękę.
Kucnęłam przy niej.
-Czy wujek nas jeszcze kocha?- spytała, a ja wszystko sobie przypomniałam.
Ostatni raz widzieliśmy się ponad rok. Wtedy powiedział, że nas kocha. Mnie i małą Susan. Dzień potem wyjechał. Nie odbiera telefonów. Nie odpisuje na wiadomości. Przytuliłam się do dziewczynki.
-Nie wiem kochanie...Nie wiem...- szepnęłam.- Pokaż te zdjęcia- sięgnęłam po ten sam czerwony album, który miałam oglądać rano.
Liam dał mi go w ten sam dzień, w którym widziałam go po raz ostatni. Było w nim mnóstwo naszych wspólnych zdjęć. Dostałam go bym nie zapomniała, a wydawało mi się, że to on zapomniał o mnie.
-Chodźmy do mamy- złapałam ją za rękę.
W jadalni siedzieli już moi dziadkowie. Przywitałam się z nimi i już po chwili na stole pojawiły się wszystkie pięknie, pachnące potrawy. Zaczęliśmy łamać się opłatkiem i składać sobie życzenia. Nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich niska, stara kobieta, którą wczoraj spotkałam na ulicy. Posłała mi ciepły uśmiech. Po chwili za nią pojawił się wysoki brunet o brązowych oczach.
-Wujek Liam!- pisnęła Susan i podbiegła do niego.
Kucnął i rozczochrał jej włosy, a potem mocno przytulił.
-Cześć ślicznotko! Tęskniłaś za mną?- powiedział ciepło.
Dziewczynka uśmiechnęła się i cmoknęła go w policzek.
-Och! A czym sobie zasłużyłem?- udał zdziwienie, a ja zachichotałam cicho.
Liam podniósł głowę i popatrzył na mnie. Po moim policzku zaczęły płynąć łzy.
-Nazywam się Anna Payne. Jestem babcią Liam'a.- odezwała się niska pani stojąca obok niego.
Chłopak wstał i podszedł do mnie. Ujął moje dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Mam nadzieję, że o mnie nie zapomniałaś...- powiedział cicho.
-Bałam się, że to ty zapomniałeś o mnie- odpowiedziałam przez łzy.
-Nie mógł bym...
-Czemu się nie odzywałeś?-
-Ja...Ja stchórzyłem. Bałem się poważnego związku...Bałem się, że nie będę dość dobry...Bałem się, że cię skrzywdzę- spuścił głowę.
-Nie skrzywdziłbyś, gdybyś mnie nie zostawił...Czy to co wtedy powiedziałeś to...- zapytałam niepewnie.
-Tak to prawda!- przyznał głośno.
Podniosłam głowę. Nad nami był żyrandol, a z niego zwisała...
-Pocałuj ją!- pisnęła Susan.
Ja i Liam zaśmialiśmy się.
-Jemioła...- wyszeptał.
-Ma dużo liści...- dodałam uśmiechając się.
-Dla mnie i tak zbyt mało!
Ukazał rząd białych zębów, a potem cmoknął mnie w usta. Potem drugi raz i trzeci. A potem jeszcze kilka razy. Odsunęłam się odrobinę.
-Liam nie wygłupiaj się!- powiedziałam i wpiłam się w jego usta.
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Jak tam leci? Czy tylko mi się wydaje, że tamte imaginy jakieś takie krótkie? Mam nadzieję, że znajdę wenę i będą coraz dłuższe. Ale coś tak patrzę na tego mojego bloga...I komentarzy wciąż nie widzę! Komentujcie jeśli wam się podoba! ;))) Papatki!
niedziela, 24 lutego 2013
Imagin o Harry'm
Heykaaa!!! Przybywam z Harry'm! ^^ Mam nadzieję, że się wam spodoba...! :)
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Szłam powoli Londyńskimi uliczkami i przyglądałam się sklepowym wystawą. Była jesień. Silny, zimny wiatr zrywał liście z drzew i nieprzyjemnie muskał moje policzki. Zmarznięta postanowiłam zatrzymać się w jakimś lokalu, aby coś zjeść. Po chwili znalazłam się w niewielkim lokalu. Rozejrzałam się dookoła. Tylko jedno miejsce obok samotnie siedzącego chłopaka było wolne. Poprawiłam szal i skierowałam się do wyjścia.
-Poczekaj!- usłyszałam niski, męski głos.
Odwróciłam się. Około 18-letni chłopak z lokami na głowie uśmiechnął się szeroko przywołując mnie do siebie. Niepewnie do niego podeszłam.
-Usiądź, proszę. Pewnie ci zimno- ukazał rząd białych zębów.
Uśmiechnęłam się nieśmiało. Zdjęłam płaszczyk i usiadłam na wolnym miejscu.
-Jestem Harry, a ty?- zapytał.
-[T.I] miło mi.
-Co robiłaś tutaj sama?- kontynuował rozmowę.
-Jestem raczej...Em...- zmieszałam się.- Typem samotnika...- chrząknęłam cicho.
-Taka ładna dziewczyna i samotna?- zaśmiał się.
Na moje policzki wpłynęły rumieńce. Nie przywykłam do komplementów. Byłam raczej skryta i nieśmiała.
-Nie to, że samotna...Po prostu lubię być sama...- westchnęłam.
-A czemu akurat tutaj?- spytał.
-Tu jest zawsze tak cicho. Niewiele takich miejsc w Londynie- rozmarzyłam się.
Po chwili podeszła do nas wysoka brunetka w fartuszku z logo kawiarni.
-Co dla państwa?- spytała uprzejmie.
-[T.I]?- zwrócił się do mnie Harry.
-Ja jestem głodna- zaśmiałam się cicho.
-To co? Bierzemy jakąś pizze?- zaproponował.
Zgodziłam się. Po kilkudziesięciu minutach dostaliśmy swoje zamówienie.
-Wiesz...Skądś cię znam- stwierdziłam przyglądając się mu uważnie.
-Tak?! Skąd?! Czy to możliwe, że już kiedyś się spotkaliśmy?!- rozbłysły mu oczy.
-Nie, to nie to...Kojarzysz mi się raczej...Muzyka, prawda?- uśmiechnęłam się.
-Śpiewam w zespole- odparł z dumą.
-Tak...Moja siostra ma cię na tapecie- zaśmiałam się.
-Ha! Ha! Jest naszą fanką?
-Ta...Szczerze? Mam już was serdecznie dość. Gdzie bym z nią nie poszła to tylko One Direction, One Direction i One Direction!- roześmiałam się, a brunet razem ze mną.
-Ale mam nadzieję, że nie mnie- powiedział wciąż się śmiejąc.
-Ciebie jeszcze nie...Opowiedz mi jak to jest być sławnym- powiedziałam zaciekawiona.
-No....No normalnie...- wzruszył ramionami.
-Nie każdy nastolatek jeździ po całym świecie i występuję przed tysiącami dziewczyn, które w sobie rozkochał- skrzywiłam się.
-Czasem bardzo, bardzo ciężko...- rozpoczął swoją opowieść.
Długo mówił o koncertach, wywiadach, swoich przyjaciołach, fanach. Słuchałam go z ogromnym zainteresowaniem, a gdy skończył wspólnie śmieliśmy się z prezentów i listów jakie dostają od niektórych fanek.
-Chyba powinnam się już zbierać- powiedziałam i wstałam.
Sięgnęłam po płaszcz i zaczęłam się ubierać.
-Odprowadzę cię!- Harry poderwał się z miejsca.
-A co jeśli idę w przeciwną stronę?- spytałam wyraźnie rozbawiona.
-Odprowadzę cię!- powtórzył.
Zarzucił kurtkę na plecy i razem wyszliśmy z lokalu. Kontynuując rozmowę wracaliśmy do domu. Harry naprawdę przypadł mi do gustu i bardzo go polubiłam. Miałam nadzieję, że z wzajemnością. W końcu stanęliśmy przed moim domem.
-No, to jesteśmy- powiedziałam.
-Tak. To ja idę. Fajnie było! Pa!- rzucił.
Po chwili zniknął za rogiem. Byłam rozczarowana, bo nastawiłam się na kolejne spotkanie. Stałam tak jeszcze chwilę. Wreszcie odwróciłam się i zaczęłam szukać kluczy w torebce. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego. Nachylił się nade mną i lekko pocałował.
-Wpadnę po ciebie jutro- uśmiechnął się i szybko odszedł.
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Już drugi dzień i drugi imagin! Jest weekend, więc mam dużo czasu, ale na tygodniu będę dodawać jeden, góra dwa imaginy...No chyba, że koleżanki coś nadeślą! Trzymajcie się ciepło!!
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Szłam powoli Londyńskimi uliczkami i przyglądałam się sklepowym wystawą. Była jesień. Silny, zimny wiatr zrywał liście z drzew i nieprzyjemnie muskał moje policzki. Zmarznięta postanowiłam zatrzymać się w jakimś lokalu, aby coś zjeść. Po chwili znalazłam się w niewielkim lokalu. Rozejrzałam się dookoła. Tylko jedno miejsce obok samotnie siedzącego chłopaka było wolne. Poprawiłam szal i skierowałam się do wyjścia.
-Poczekaj!- usłyszałam niski, męski głos.
Odwróciłam się. Około 18-letni chłopak z lokami na głowie uśmiechnął się szeroko przywołując mnie do siebie. Niepewnie do niego podeszłam.
-Usiądź, proszę. Pewnie ci zimno- ukazał rząd białych zębów.
Uśmiechnęłam się nieśmiało. Zdjęłam płaszczyk i usiadłam na wolnym miejscu.
-Jestem Harry, a ty?- zapytał.
-[T.I] miło mi.
-Co robiłaś tutaj sama?- kontynuował rozmowę.
-Jestem raczej...Em...- zmieszałam się.- Typem samotnika...- chrząknęłam cicho.
-Taka ładna dziewczyna i samotna?- zaśmiał się.
Na moje policzki wpłynęły rumieńce. Nie przywykłam do komplementów. Byłam raczej skryta i nieśmiała.
-Nie to, że samotna...Po prostu lubię być sama...- westchnęłam.
-A czemu akurat tutaj?- spytał.
-Tu jest zawsze tak cicho. Niewiele takich miejsc w Londynie- rozmarzyłam się.
Po chwili podeszła do nas wysoka brunetka w fartuszku z logo kawiarni.
-Co dla państwa?- spytała uprzejmie.
-[T.I]?- zwrócił się do mnie Harry.
-Ja jestem głodna- zaśmiałam się cicho.
-To co? Bierzemy jakąś pizze?- zaproponował.
Zgodziłam się. Po kilkudziesięciu minutach dostaliśmy swoje zamówienie.
-Wiesz...Skądś cię znam- stwierdziłam przyglądając się mu uważnie.
-Tak?! Skąd?! Czy to możliwe, że już kiedyś się spotkaliśmy?!- rozbłysły mu oczy.
-Nie, to nie to...Kojarzysz mi się raczej...Muzyka, prawda?- uśmiechnęłam się.
-Śpiewam w zespole- odparł z dumą.
-Tak...Moja siostra ma cię na tapecie- zaśmiałam się.
-Ha! Ha! Jest naszą fanką?
-Ta...Szczerze? Mam już was serdecznie dość. Gdzie bym z nią nie poszła to tylko One Direction, One Direction i One Direction!- roześmiałam się, a brunet razem ze mną.
-Ale mam nadzieję, że nie mnie- powiedział wciąż się śmiejąc.
-Ciebie jeszcze nie...Opowiedz mi jak to jest być sławnym- powiedziałam zaciekawiona.
-No....No normalnie...- wzruszył ramionami.
-Nie każdy nastolatek jeździ po całym świecie i występuję przed tysiącami dziewczyn, które w sobie rozkochał- skrzywiłam się.
-Czasem bardzo, bardzo ciężko...- rozpoczął swoją opowieść.
Długo mówił o koncertach, wywiadach, swoich przyjaciołach, fanach. Słuchałam go z ogromnym zainteresowaniem, a gdy skończył wspólnie śmieliśmy się z prezentów i listów jakie dostają od niektórych fanek.
-Chyba powinnam się już zbierać- powiedziałam i wstałam.
Sięgnęłam po płaszcz i zaczęłam się ubierać.
-Odprowadzę cię!- Harry poderwał się z miejsca.
-A co jeśli idę w przeciwną stronę?- spytałam wyraźnie rozbawiona.
-Odprowadzę cię!- powtórzył.
Zarzucił kurtkę na plecy i razem wyszliśmy z lokalu. Kontynuując rozmowę wracaliśmy do domu. Harry naprawdę przypadł mi do gustu i bardzo go polubiłam. Miałam nadzieję, że z wzajemnością. W końcu stanęliśmy przed moim domem.
-No, to jesteśmy- powiedziałam.
-Tak. To ja idę. Fajnie było! Pa!- rzucił.
Po chwili zniknął za rogiem. Byłam rozczarowana, bo nastawiłam się na kolejne spotkanie. Stałam tak jeszcze chwilę. Wreszcie odwróciłam się i zaczęłam szukać kluczy w torebce. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego. Nachylił się nade mną i lekko pocałował.
-Wpadnę po ciebie jutro- uśmiechnął się i szybko odszedł.
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Już drugi dzień i drugi imagin! Jest weekend, więc mam dużo czasu, ale na tygodniu będę dodawać jeden, góra dwa imaginy...No chyba, że koleżanki coś nadeślą! Trzymajcie się ciepło!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)